Społeczeństwo obywatelskie

with 3 komentarze

Deklaracja Obywatela / Obywatelki PRO pkt 3.

Organizuję i aktywizuję miejscową społeczność

Pojęcie i koncepcja społeczeństwa obywatelskiego są stare jak świat. W klasycznym antyku „societas civilis” było synonimem idealnego stylu życia wolnych obywateli. Alexis de Tocqueville, francuski myśliciel, arystokrata i polityk, podróżujący na początku IXX wieku po USA był zachwycony żywotnością amerykańskiego społeczeństwa, z jego wielką różnorodnością wszelkiego rodzaju dobrowolnych stowarzyszeń i ich znaczenia dla pokojowego współżycia, rozwiązywania problemów i demokracji.
Społeczeństwo obywatelskie

Wychodząc z tego opisu de Tocqueville´a można zdefiniować społeczeństwo obywatelskie jako społeczne samoorganizowanie się, oparte na aktywności obywateli i obywatelek, którzy nie kierują się kalkulacjami rynkowymi i nie poddają naciskom państwa.

Ważnym elementem koncepcji społeczeństwa obywatelskiego jest bezprzemocowość. Sporne/konfliktowe kwestie powinny być omawiane z udziałem wszystkich zainteresowanych w celu osiągnięcia kompromisu.

Cele organizacji obywatelskich mogą być nakierowane na ogólnospołeczne problemy, ale też na potrzeby poszczególnych grup i środowisk w wymiarze lokalnym, regionalnym czy międzynarodowym. Wszelkiego rodzaju NGOsy (stowarzyszenia, związki, fundacje, grupy etc) podejmują najprzeróżniejsze aktywności: ostrzegają o łamaniu praw człowieka, o zagrożeniach dla środowiska naturalnego, pomagają ofiarom katastrof, organizują garkuchnie dla bezdomnych, prowadzą społeczne przedszkola, oznaczają szlaki turystyczne i tak dalej, i tak dalej…
Ale uwaga! – przestrzega politolog, Edgar Grande, z berlińskiego Centrum badań nad społeczeństwem obywatelskim – wszystkie ruchy i organizacje prawicowe też są elementem społeczeństwa obywatelskiego. Paradoksalnie i ci z prawa, i z lewa i liberałowie organizują się w ruchy obywatelskie, kiedy tracą zaufanie do państwa i jego instytucji, tyle że realizują przeważnie całkiem przeciwstawne cele.

Inny berliński politolog, profesor Herfried Münkler, także studzi zachwyty nad społeczeństwem obywatelskim. U szczytu tych zachwytów, w końcu lat 90-tych, pojęcie społeczeństwa obywatelskiego urosło do rangi utopii. Czego nie można już było oczekiwać od postępu społecznego i technologicznego, przypisywano bezrefleksyjnie społeczeństwu obywatelskiemu; że reanimuje wyczerpane państwo socjalne; skieruje rynek na przyjazne społeczeństwu tory; będzie miejscem scalania społeczeństwa i wiele, wiele więcej. To były stanowczo za daleko idące oczekiwania, które musiały przynieść tylko rozczarowania. Obywatelskimi metodami nie da się naprawić konstrukcji domu, w którym razem żyjemy, zrujnowanej przez państwo i rynek. Pozostając przy tej przenośni, możliwa jest tylko zmiana umeblowania polityczno-społecznej przestrzeni/pomieszczeń tego domu. Ale czy tylko o meble nam chodzi?
Także profesor Kazimierz Dziubka, kierownik Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego na Uniwersytecie Wrocławskim jest sceptykiem. W rozmowie z redaktorem Nowej Trybuny Opolskiej, w grudniu 2019, mówił:

Od wielu lat ze smutkiem obserwuję degrengoladę idei społeczeństwa obywatelskiego, która zagrzewała ruch Solidarności do walki z systemem totalitarnym w latach osiemdziesiątych. Wciąż nie udało się zbudować w Polsce społeczeństwa obywatelskiego, lecz jedynie zatomizowane społeczeństwo obywateli. (…) Naczelną wartością i zarazem dobrem kierunkowym członków społeczeństwa obywatelskiego, jest „my” jako określenie wspólnoty. Jej pełnoprawnymi współuczestnikami są także inni obywatele – niezależnie od narodowości, miejsca zamieszkania, płci, pochodzenia narodowego lub etnicznego, koloru skóry, religii, języka lub jakiegokolwiek innego stanu. (…) Obywatelski sens owego „my” nabiera kształtów w publicznej, czyli otwartej debacie, której uczestnikiem może być każdy, kto jako podmiot prawa i polityki chce swoim wolnościom, prawom i obowiązkom nadać skonkretyzowany sens i ważność. A to oznacza gotowość do dyskutowania, polemizowania i spierania się z poglądami i koncepcjami innych obywateli. (…) Nikt nie ma monopolu na sposób interpretacji i ekspresję „my”. Tam, gdzie monolog zastępuje dialog, zawsze rodzi się pokusa demagogii, kaznodziejskiego efekciarstwa i samouwielbienia. Żeby sensownie i rzetelnie wypowiadać się na temat innych ludzi, trzeba najpierw uważnie ich wysłuchać. Ta ogólna dewiza postępowania obowiązuje zwłaszcza w kulturze obywatelskiej. (…)Społeczeństwo obywatelskie nie jest ani skoszarowaną zbiorowością, podporządkowaną woli choćby najbardziej oświeconych, ale autorytarnych liderów, ani też stowarzyszeniem egoistów i pyszałkowatych arogantów. Stanowi jeden z najbardziej ambitnych projektów organizacji życia politycznego ludzi, który zawdzięczamy starożytnym Grekom i Rzymianom. W modelu tego społeczeństwa nie ma miejsca na Orwellowską lub Huxleyowską wizję świata rządzonego przez Wielkiego Brata, który czuwa nad każdym aspektem życia ludzi, w zamian za ich dobrowolną lub wymuszoną rezygnację z poczucia wolności i samorealizacji. Alternatywą tej wizji jest samorządność obywateli zrodzona z odpowiedzialnej wolności, solidarności społecznej, czynnego zaufania i równoprawnej kooperacji.

Nie jesteśmy aż takimi sceptykami, jak przywołani wyżej profesorowie politolodzy, ale też nie jesteśmy zarozumialcami, którzy wiedzą jak owo mityczne społeczeństwo obywatelskie zbudować. Wiemy natomiast, że w Polsce jest sporo osób, które wierzą w sens obywatelskiego „my”, angażują się w przeciwdziałanie dewastacji państwa i jego demokratycznych instytucji przez rządzących teraz Polską.

Profesor Dziubka przeciwstawia społeczeństwu obywatelskiemu społeczeństwo obywateli.
Z kolei profesor Andrzej Leder na jednym ze spotkań z aktywistami ulicznymi określił społeczeństwo obywatelskie właśnie jako społeczeństwo obywateli. Wydaje się że, jaką byśmy nie sformułowali definicję społeczeństwa obywatelskiego, to kluczowym jest właśnie obywatel, który rozumie owo „my” i gotów jest działać dla dobra wspólnego.

I takich obywateli jest w Polsce naprawdę dużo.

Chcemy tych obywateli i obywatelki, ich inicjatywy i organizacje podać do wiadomości powszechnej – Urbi et Orbi – chcemy, żeby ich doceniono i pochwalono; chcemy, żeby się o sobie nawzajem dowiedzieli i może podjęli współpracę w ważnych dla nich sprawach; chcemy przedstawić udane projekty obywatelskie i zachęcić innych do naśladownictwa; chcemy podpowiedzieć im, jak się lepiej zorganizować, jak poradzić sobie z trudnościami, jak założyć stowarzyszenie, jak i gdzie sięgnąć po finansowanie.

Czy to wtedy będzie społeczeństwo obywatelskie? W naszym przekonaniu – TAK!

Komentarze

  1. […] się to pośrednio na wzrost świadomości w zakresie społecznej partycypacji społeczeństwa obywatelskiego. Tak zwana demokracja uczestnicząca idzie ramię w ramię z indywidualnym wzrostem […]

    • Wendrychowicz
      | Odpowiedz

      Zewsząd słychać zawołanie: świat/Polska nie może być już taki, jak przed pandemią. A no nie może i nie powinien być. Ale może być wyobrażonym przez Was klastrem, Parasolem.
      Myślę, że nie tylko może, ale też będzie. Choć Parasol może brzmieć na ten moment jak utopia, ale bez utopii, które potem stawały się rzeczywistością (jak choćby prawa kobiet), nie ma rozwoju. Jako ObywatelePRO z całego sera życzymy powodzenia temu wspaniałemu projektowi.

  2. […] że przełoży się to pośrednio na wzrost świadomości w zakresie społecznej partycypacji społeczeństwa obywatelskiego. Tak zwana demokracja uczestnicząca idzie ramię w ramię z indywidualnym wzrostem poczucia […]

Skomentuj: